Problem, który nie istnieje
Mając wreszcie kąt na „bezowocne” sprawy, zastanawiam się, który temat należałoby poruszyć w pierwszej kolejności. A po chwili namysłu nie mam już żadnych wątpliwości…
Dla mnie najważniejszą sprawą jest to, że dla ludzi z zewnątrz (czytaj: ludzi, których temat bezpłodności nie dotyczy) nasz problem NIE ISTNIEJE.
Czy spotkaliście się kiedyś z poważnym artykułem w prasie, czy programem telewizyjnym, który zechciałby zagłębić się w problem braku potomstwa? Bo ja nie. Oczywiście chodliwe są tematy pośrednio nawiązujące – in-vitro, surogatki, adopcja…ale to wszystko dotyczy SKUTKÓW, a nie przyczyny. Nikt nie zastanawia się, co czuje kobieta, która miesiąc w miesiąc wyczekuje upragnionego dziecka, co czuje mężczyzna, który psychicznie dojrzał do ojcostwa, ale jedyne na co może sobie pozwolić to ukradkowe spojrzenia przesyłane facetom spacerującym ze swoimi pociechami.