I znowu do przodu…
A potem po takich dołach przychodzi wieczór, relaks przy weekendowym oglądaniu filmów i Męża zaczyna boleć okolica serca. Dwie polopiryny na rozrzedzenie krwi i nic. I boli go. Nie potrafi bez bólu zrobić wdechu. Ciśnienie ok, więc to prawdopodobnie nic groźnego, ale wystarczy, żeby przez głowę przeleciało kilkaset myśli w stylu – jak małostkowo podchodzę czasami do spraw naszego braku potomstwa. Powinnam się z całego serca cieszyć z tego co jest. Z tego, że znalazłam swoją drugą połowę, z tego, że relacje między nami są świetne, jesteśmy młodzi, kupa wspaniałych rzeczy i zdarzeń (mam nadzieję) jeszcze przed nami, tworzymy Rodzinę, jesteśmy zdrowi i mamy mnóstwo planów do zrealizowania. Po co zatem marnuję swój czas na bezsensowne rozmyślanie o tym, że komuś się udało, a mnie nie. Czasami oczywiste sprawy najtrudniej zrozumieć.
Na własnym przykładzie mogę stwierdzić, że bezdzietne osoby są co najmniej tak rozchwiane emocjonalnie jak kobiety w ciąży. Wczoraj było źle, dzisiaj trochę lepiej, a co jutro przyniesie tego nie wie nikt.