archiwum autora

I znowu test czyli dwa kroki w tył

I znowu test wytrzymałości.

W czwartek, tak w czwartek okazało się, że koleżanka, u której zdiagnozowano PCO i z którą dzieliłam problemy bezdzietnych zaszła. Tak, zaszła.

W czwartek, tak w czwartek okazało się, że koleżanka z pracy (przyjęta trzy miesiące temu – druga po mnie kobieta w firmie) zaszła. Tak zaszła.

Niech te dwa całkiem nowe Dzieciątka rozwijają się zdrowo i niech cieszą swoje Mamy.

Tylko tak się zastanawiam, czy po kilku miesiącach przebywania dzień w dzień ze szczęśliwą, młodą mężatka w ciąży (która już w czwartek nie omieszkała się dzielić ze mną swoimi wrażeniami typu „wiesz, pierwszy miesiąc jest najgorszy” (no i?),  po moim komentarzu, że zawroty głowy, które miała i ciągłe wizyty na siusiu mogą być objawami ciąży zapytała „A TY SKĄD WIESZ???” (nosz kur zapiał!), albo „teraz panie ze sklepu komentując Twoje (czyli moje) zakupy ogórków kiszonych (co poradzę, że lubię MIMO BRAKU CIĄŻY) nie będą się myliły, że któraś z dziewczyn jest w ciąży, tylko nie ta, która te ogórki zjada hahaha” (no boki zrywać!!!). No i właśnie tak się zastanawiam, czy po kilku miesiącach przebywania dzień w dzień ze szczęśliwą, młodą mężatka w ciąży nie wyląduję na kozetce u psychiatry…

Normalny człowiek, człowiek bez problemów takich jak moje, normalny człowiek puknąłby się w głowę na te moje małe, śmieszne problemy.

Dla mnie nadchodzi chyba granica wytrzymałości.

Jestem jak napięta do granic możliwości struna.

Struna, która w każdej sekundzie może po prostu zrobić małe „pyk” i pęknąć.

I napompowany balon z furkotem podskoczy pod sufit, po tylko, aby za chwilę spektakularnie spaść na zol.

Nie wiem, czego mam się przytrzymać.

Spadam w dół…

Krok do przodu?

Dzisiaj na nk zobaczyłam zdjęcie koleżanki z LO w mocno zaawansowanej ciąży, o której nie miałam bladego pojęcia i…uśmiechnęłam się do monitora! tak pięknie wygląda! pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy zareagowałam w ten sposób! bez zazdrości, bez pytania dlaczego to nie ja? ucieszyłam się JEJ szczęściem. Dopiero chwilę później zdałam sobie z tego sprawę. I jestem z siebie dumna. Chyba mam w sobie jeszcze odrobinę ludzkich uczuć ;) Uważam to za swoisty krok do przodu. Za to z obserwacjami jestem w tyle, że hoho. I dobrze mi z tym. Głowa odpoczywa, ciało się regeneruje i zupełnie inaczej reaguje na zaloty ślubnego.

Napro?

Nooo powiem szczerze, że próbujemy się umówić na spotkanie z instruktorami już drugi tydzień i ciągle coś nie pasuje. W piątek miał być wyznaczony termin i cisza do dzisiaj. Zaczynamy się trochę irytować. Z jednej strony zdajemy sobie sprawę, że wszystko musi trochę potrwać, każda metoda, każde leczenie. Ale z drugiej strony to jest nasz czas, który musimy dobrze wykorzystać, czas przecież lubi uciekać…

Wyniki cyto miały być w tym tygodniu, będą dopiero za tydzień, mam nadzieję, że nic tam na mojej próbce nie wyhodowali ;/

Ten miesiąc zaczyna się jakoś tak lajtowo, odpoczywamy psychicznie, cieszymy się swoim towarzystwem, mamy zamiar trochę wyluzować. Marzę o wyluzowaniu totalnym, ale moja głowa bardzo szybko wszystko liczy, a zwłaszcza TE DNI, cwana bestia ;) Najlepszym lekarstwem na nie-myślenie są zajęcia, dużo zajęć, mało czasu na bezowocne główkowanie, dodatkowe zadania, sprawy do załatwienia, książki do przeczytania, potrawy do upichcenia, listy do napisania, pranie do wyprasowania (oj duuuużo prania), mąż do ukochania ;)filmy do obejrzenia, miejsca do zwiedzenia!

Wesoło mi dzisiaj.

A w weekend dzięki pewnej niemiłej sytuacji po raz kolejny okazało się, że moja połowica to taki mądry życiowo facet! Mój mąż to wszystko, co mam najcenniejszego.

.

Nie ma leku na ten ból.

Nie ma…

Badanie hormonów cd. – skrócony profil hormonalny

Dzisiaj po raz drugi byłam na pobraniu krwi w celu oznaczenia hormonów:

- prolaktyny

- TSH

- fT4

- LH

- FSH

-Estradiolu

Mąż zbladł bardziej ode mnie czekając aż skończą mnie kłuć. Taki duży chłopiec, a małej igły się boi! Kiś, kiś :)

Popołudniu otrzymaliśmy wyniki i normy. I wyszło tak:

- prolaktyna (PRL) 691,5 ulU/ml [72-511]

- TSH 5,16 ulU/ml  [0,27-4,2]

- fT4 12,86 pmol/l [12-22]

- LH 5,19 mIU/ml [2,4-12,6 - w fazie folikularnej]

- FSH 5,17 mIU/ml [1,5-12,5 - w fazie folikularnej]

-Estradiol 46,9 pg/ml [12,5-166 - w fazie folikularnej]

Dwa pierwsze hormony podwyższone, ale uważam, że nieznaczne. Czy na tyle, aby przez ponad dwa lata uniemożliwić nam skuteczne starania o dziecko? Ma któraś z Was jakieś doświadczenie na tym polu? Czytałam kilka wypowiedzi na forach i podobno PRL skacze w zależności od np. poziomu stresu. Ja – i owszem – często się niepotrzebnie denerwuję, potrafię się skutecznie nakręcać co powoduje jakieś tam stresy. Ale żeby aż do tego stopnia? No sama nie wiem. Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że to wszystko siedzi w naszych głowach…

Nie potrafię całkowicie wyluzować – ale może to i dobrze, bo wyglądałabym wtedy jak mój kurczaczek :)

Acha – koszt oznaczenia tych sześciu hormonów – 115zł.

Bezpłodność – porażka czy wyzwanie

Słowo „bezpłodność” wciąż nie może do mnie dotrzeć.

Bo jestem płodna. Mam prawidłową owulację, regularne miesiączki, wszystko tam na dole zdrowe i gotowe do wynajęcia przytulnej kwaterki na 9 miesięcy.

Mój mąż też jest płodny. Ma mnóstwo świetnych, potencjalnych kandydatów na bycie połową naszego dziecka.

Więc gdzie jest ta bariera?

Może ta nasza bezpłodność to kwestia podjęcia jakiegoś innego, życiowego zadania. Może to jeszcze nie ten czas. Natura za nas decyduje, co i kiedy będzie lepsze. Natura, Opatrzność, Bóg…każdy może wybrać tutaj stosowne określenie. No i ok. Mogłabym to może zrozumieć. Gdyby ktoś mi pokazał, co mam robić w tym czasie, kiedy jeszcze nie ma dziecka/kiedy może się ono pojawić w każdej chwili. Co mam wymyśleć sobie jakieś ekstremalne hobby? zaszyć się w książkach? pracować po 20h? zrobić coś dobrego dla ludzkości (ale co?). No i taki jakiś mętlik pierwszego dnia cyklu mnie dopadł. Naprawdę chciałabym, żeby mój życiowy cel po prostu mi się ujawnił, spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, przyśnił mi się, objawił ja jawie…tak bym chciała na trzy miesiące zapomnieć o staraniach, wyłączyć mózg, nie myśleć o dniach płodnych, owulacji…naprawdę taka przerwa dużo by mi dała. Ale to jest jak rozpędzony pociąg. Nakręciłam się na to dziecko, którego nie ma. Ciężko wyhamować, odpuścić, życie przecież jest takie krótkie. Szkoda mi tych dni, które upływają bezczynnie. Książkowy Stand by.  Wiem, że w innej sytuacji mogłabym właśnie czytać książeczkę zaspanemu maluchowi a nie siedzieć w dresie przy laptopie z miną zranionego pieska. A może nie mamy dzieci, bo bylibyśmy złymi rodzicami? może nie potrafilibyśmy dać dziecku tyle ciepła i cierpliwości ile tego wymaga. Może gdybym już doczekałabym się pociechy straciłabym cel w życiu? (myślę, że nie, ale pewna mogę być tylko tego, że kiedyś kopsnę w kalendarz).

Znowu sto pytań do.

I znowu zasnę ze słowem BEZPŁODNOŚĆ pod poduszką…

Estradiol (E2) i progesteron – wyniki i normy, faza lutealna

Wczoraj rano było małe pik (ekspresowe, nawet nie zdążyłam pomyśleć i już było po wszystkim). A popołudniu druga połowa odebrała wyniki immunochemii.

Oto one:

Estradiol – 202,8 pg/ml

Normy:

faza folikularna (12,5-166)

faza owulacyjna (85,8-498)

faza lutealna (43,8-211)

po menopauzie (5-54,7)

I trymetr ciąży 215-4300)

Progesteron – 24,47 ng/ml

Normy:

faza folikularna (0,2-1,5)

faza owulacyjna (0,8-3)

faza lutealna (1,7-27)

po menopauzie (0,1-0,8)

No i znowu wszystko w normie… śmiać się czy płakać? sądziłam, że będzie się w końcu można czegoś uczepić i zacząć coś poprawiać, a tu kolejny raz wychodzi na to, że wszystko jest w porządku. A przecież nic nie jest w porządku, skoro to już ponad 2,5 roku starań i NIC.

Badanie krwi – estradiol i progesteron

Obliczyłam dzień peek+7 na sobotę, więc badanie krwi zrobię jutro rano. Nie mam jakiegoś strasznego lęku przed pustą strzykawką i ostrą igłą – ale nie ukrywam, że stresująca jest logistyka tego przedsięwzięcia. Na 7 muszę być już w przychodni a o 8:15 jestem umówiona w pracy (20 km dalej) z klientem. Jeśli do pobrania krwi nie będzie tłumów, to spokojnie powinnam zdążyć – niby 20 km, ale przy -11st. i śliskich, a miejscami zasypanych drogach nie jest to taka pewna sprawa. No i teoretycznie po południu powinny być już wyniki. Ciekawe czy na telefon czegoś się dowiem, jeśli nie wyślę po wyniki Męża. Na pocieszenie wieczorem kawa z koleżanką ze studiów. Razem pracowałyśmy w tej samej firmie jako przedstawicielki medyczne (ja 3 miesiące, ona prawie dwa lata zajmowała moje stanowisko, którego ja już nie chciałam), więc będzie o czym pogadać, czytaj o kim poplotkować.

Estradiolu i progesteronie – miejcie się na baczności!

Nadzieja

Zawsze na tym etapie cyklu kiełkują całe stada nowych nadziei.

Zwykle płonnych.

Zawsze tak samo gorących, może nawet bardziej, niz poprzednie.

Jedyne co mogę zrobić to łyknąć folik i dalej robić swoje.

Tak bardzo czekam na to dziecko.

Tak bardzo chcę je już przytulić.

Tak bardzo…

A jak puszczam wodze fantazji, zawsze wyobrażam sobie wspólne zabawy K. i malucha. Zastanawiam się, czy będzie miało jego zawadiacki uśmiech, uśmiechnięte oczy, usteczka. Czy będzie lubiło zimę. Czy będzie budziło nas w nocy co godzinę (jak K. swoją mamę do 3 roku życia).  Jak będzie pachniało. Jaki będzie jego ulubiony kolor, zabawka…

Czekamy na tego malca jak na zbawienie :)

Cytologia

Ostatnie badanie cytologiczne miałam wykonane chyba dwa lata temu, dlatego wg zaleceń instruktora napro powinnam je była odnowić. Wczoraj pojechałam do zupełnie nowej lekarki znalezionej w sieci, która jest oprócz tego, że jest ginekologiem i położnikiem jest również cytologiem. Przy okazji chciałam sprawdzić, czy z moją szyjką wszystko ok (swego czasu miałam z nią trochę problemów). Badanie wykazało, że wszystko jest w jak najlepszym porządku a badanie cytologiczne poszło na konto nfz-u. Po wyniki mam się zgłosić za miesiąc.

Dodatkowo pani doktor wykonała mi usg. Rośnie sobie w lewym jajniku pęcherzyk. Wczoraj (10dc) pęcherzyk miał 19mm. I teraz pytanie do Was Drogie Czytelniczki – orientujecie się ile powinien mieć mm dojrzały pęcherzyk?I kiedy mogę się spodziewać, że pęknie? Domyślam się, że w ciągu kilku następnym dni, w necie znalazłam różne sprzeczne informacje, a doktorki oczywiście nie zapytałam – cała ja :)

No i powoli przygotowuję się na badanie estradiolu i progesteronu. Przychodnia niedaleko nas robi takie badania a wyniki są już w tym samym dniu, więc myślę, że innej przychodni szukać nie warto. Koszt oznaczenia jednego parametru to około 20zł.