Archiwum Ciąża

Nowy rozdział

Ponieważ to miejsce jest dla mnie szczególne chciałabym pozostawić je właśnie w takim tonie i w takiej formie. Tutaj opisywałam naszą drogę do dwóch kresek i ta droga w pewnym sensie skończyła się. Doprowadziła nas na słoneczną, zieloną polankę, gdzie wreszcie możemy odsapnąć i nabrać sił na kolejne wyzwania losu.


Pozytywny test ciążowy

Dzisiaj przedstawiam ostatni wykonany przeze mnie test ciążowy. O takich dwóch kreskach zawsze marzyłam. Śniły mi się po nocach. Czekałam na nie z wytęsknieniem. Zawsze wyobrażałam sobie, że zostawię taki test ciążowy i skarpeteczki niebiesko-beżowe z motywem Myszki Miki na stole tak aby Ślubny po przebudzeniu miał mega niespodziankę (skarpeteczki kupione już w listopadzie 2007 roku, bo myślałam wtedy, że przecież zajście w ciąże to będzie dla nas kwestia kilku miesięcy – od tamtej pory leżały wśród mojej bielizny i czekały na swoją kolej). Potoczyło się inaczej, ale właśnie do tego testu Ślubny dostał skarpeteczki w bonusie. Teraz leżą wśród jego bielizny ;) i czekają na małe nóżki…

Test z rana z 13.03.2010r.

Nasza Nadzieja…

Po pierwsze bardzo dziękuję za miłe słowa :)

Po drugie nie wiem dokładnie, który teraz jest mój tydzień ciąży, bo własne obliczenia i wyniki usg zrobiły mi mały mętlik w głowie, ale najprawdopodobniej zaczęłam właśnie ósmy.

Po trzecie bardzo chciałabym tutaj wszystko dokładnie pozapisywać, ale zwyczajnie nie mam ostatnio czasu.

Luty to był miesiąc totalnego odpoczynku od: obserwacji, wyliczanek, cudowanek, mierzenia, sprawdzania, układania planu pożycia małżeńskiego. Nie umiemy się zatem z Mężem doliczyć kiedy i jak TO się stało :) Mąż twierdzi, że zadziałała pyszna kolacja walentynkowa i wino Portada (pyszne!), ja uważam, że co nieco mi się w tym lutym poprzesuwało i początek Nowego Życia miał miejsce po Walentynkach…ale czy to ważne? Właśnie tak miało być! z zaskoczenia! marzyliśmy o takiej niespodziance ponad dwa lata!

Pod koniec lutego mieliśmy zaplanowany wylot do Irlandii.  Strasznie się boję podróży samolotami, dlatego może część mojej głowy ciągle zajęta była myślami o ewentualnych turbulencjach, awarii samolotu z katastrofą włącznie. Jak się później okazało podróż w obie strony należała (prawie) do przyjemności.

No a po powrocie czujny Mąż zaraz zaczął podpytywać, czy @ (ach ten nasz żargon ;)) już jest. Nie kłamiąc powiedziałam, że za kilka dni będzie, bo właśnie się zaczyna (teraz podejrzewam, że małe plamienie było powiązane z implementacją zarodka – podobno to się zdarza). Na lajcie zatem pojechałam do pracy nie myśląc zupełnie o tym, że za parę godzin użyję testu ciążowego…po południu w pracy zaczęłam wyliczać, kiedy ostatni raz była miesiączka, dodawać, odejmować, biorąc pod uwagę swoje najdłuższe cykle itd. No i za każdym razem wychodziło mi, że w zasadzie to chyba mamy jakieś opóźnienie. Śmiać mi się chce, bo gdyby nie sugestie Ślubnego pewnie żyłabym w nieświadomości może jeszcze kilka dni. Przez myśl mi nie przeszło wcześniej to, co było standardem w każdym innym miesiącu – że może tym razem się udało.

Wróciłam do domu i pierwsze kroki skierowałam do kuchni, gdzie mieliśmy mały magazynek testów wszelkiego rodzaju.

Zrobiłam test. Spojrzałam w okienko i NIC ciekawego nie ujrzałam. Dopiero w kuchni po kilku minutach zerknęłam w stronę testu raz jeszcze i przeżyłam mały szok. Zawołałam Ślubego i spytałam, czy coś TAM widzi. Stwierdził, że i owszem…i tak właśnie zaczęła się nasza przygoda z oczekiwaniem, bo prawie pozytywny wynik testu (za pozytywny uznaje się dwie tej samej barwy kreski) wcale nie był dla nas końcem czekania. Był dopiero początkiem.

Test z rana 04.03.2010r.

32 cykl starań :)

Czy Szanowni Państwo pamiętają wpis (dla przypomnienia: KLIK ) o odpoczywającej od obserwacji i „zupełnie inaczej reagującej na zaloty Ślubnego” Muchomorce?:) komentarz Ślubnego wskazywał na to, że i On jest zadowolony…

no i stało się…

(wyczekany bladzioch, test z 03.03.2010r.)

W tle eurocenty, bo poprzedniego dnia wróciliśmy z wyprawy z Irlandii.

CDN :)