Ludzie, ludzie…
Przytoczę dzisiaj pewną historię, która przydarzyła mi się jakiś miesiąc temu. Nie wiem dlaczego nagle przypomniała mi się w zeszłym tygodniu, kiedy to mailowałam z koleżanką dzielącą moje bezdzieciowe dole i niedole. Historia ta znakomicie pokazuje jak bardzo my – starający się o dzieci – jesteśmy pod pewnymi względami wrażliwi, może czasami za bardzo, oraz to, jak bardzo ludzie postronni, ale nie tylko, są nieczuli, wręcz bezmyślni w swoim zachowaniu względem nas.
Pewnego pięknego, wczesno-jesiennego dnia odwiedziłam swoją ulubioną koleżankę. Ulubiona koleżanka jest w zaawansowanej ciąży. Mimo początkowej niechęci, postanowiłam przełamać się i odwiedzić ją, nie patrząc na to, że tak cudownie rośnie jej brzuszek…
Spotkanie było bardzo udane, wysłuchałam wszystkich obaw, lęków, nadziei koleżanki. Starałam się wesprzeć ją ciepłymi słowami, uspokoić, utwierdzić w przekonaniu, że wszystko z dzidziusiem będzie dobrze. Po czym pierwszy raz wygadałam się tak od początku do końca. Opowiedziałam o naszych staraniach, o smutku, który towarzyszy mi, kiedy po raz kolejny wiem, że się nie udało. Z serca spadł mi ogromny kamień. Było tak sielsko, że kiedy koleżanka wręczyła mi na pożegnanie kilka sztuk tamponów do użycia ze słowami „bo Tobie się przydadzą, a mnie na razie nie” nie wiedziałam co powiedzieć. Jako osoba rozsądna WIEM, że koleżanka nie chciała źle, może nawet chciała dobrze. Ale w kontekście spotkania…spotkania osoby brzemiennej z osobą, która na widok małych dzieci potrafi wyć gdzieś tam głęboko w środku z bólu i żalu…
Opisuję tutaj moje odczucia, oraz jak sądzę, odczucia dziewczyn/kobiet, które znajdują się w takiej samej sytuacji jak ja. Z mojego punktu widzenia ludzie nie mają żadnej wyobraźni, nie mają taktu, nie mają refleksji. Nie potrafią, albo może nie chcą na chwilę zatrzymać swój tok rozumowania i pomyśleć jakby to było stanąć na miejscu takiej bezdzietnej kobiety. Ta historia jest bardzo uniwersalna. Można ją odmieniać na różne życiowe przypadki. Zawsze mianownik jest taki sam, tak samo wredny i bolesny. Nasz problem dla innych jest błahostką, nie trzeba liczyć się z naszymi uczuciami, nie trzeba pomyśleć zanim rzuci się słowo, które ciąży, które śni się po nocach…