Krok do przodu?

Dzisiaj na nk zobaczyłam zdjęcie koleżanki z LO w mocno zaawansowanej ciąży, o której nie miałam bladego pojęcia i…uśmiechnęłam się do monitora! tak pięknie wygląda! pierwszy raz od wielu, wielu miesięcy zareagowałam w ten sposób! bez zazdrości, bez pytania dlaczego to nie ja? ucieszyłam się JEJ szczęściem. Dopiero chwilę później zdałam sobie z tego sprawę. I jestem z siebie dumna. Chyba mam w sobie jeszcze odrobinę ludzkich uczuć ;) Uważam to za swoisty krok do przodu. Za to z obserwacjami jestem w tyle, że hoho. I dobrze mi z tym. Głowa odpoczywa, ciało się regeneruje i zupełnie inaczej reaguje na zaloty ślubnego.

Bezpłodność – porażka czy wyzwanie

Słowo „bezpłodność” wciąż nie może do mnie dotrzeć.

Bo jestem płodna. Mam prawidłową owulację, regularne miesiączki, wszystko tam na dole zdrowe i gotowe do wynajęcia przytulnej kwaterki na 9 miesięcy.

Mój mąż też jest płodny. Ma mnóstwo świetnych, potencjalnych kandydatów na bycie połową naszego dziecka.

Więc gdzie jest ta bariera?

Może ta nasza bezpłodność to kwestia podjęcia jakiegoś innego, życiowego zadania. Może to jeszcze nie ten czas. Natura za nas decyduje, co i kiedy będzie lepsze. Natura, Opatrzność, Bóg…każdy może wybrać tutaj stosowne określenie. No i ok. Mogłabym to może zrozumieć. Gdyby ktoś mi pokazał, co mam robić w tym czasie, kiedy jeszcze nie ma dziecka/kiedy może się ono pojawić w każdej chwili. Co mam wymyśleć sobie jakieś ekstremalne hobby? zaszyć się w książkach? pracować po 20h? zrobić coś dobrego dla ludzkości (ale co?). No i taki jakiś mętlik pierwszego dnia cyklu mnie dopadł. Naprawdę chciałabym, żeby mój życiowy cel po prostu mi się ujawnił, spadł na mnie jak grom z jasnego nieba, przyśnił mi się, objawił ja jawie…tak bym chciała na trzy miesiące zapomnieć o staraniach, wyłączyć mózg, nie myśleć o dniach płodnych, owulacji…naprawdę taka przerwa dużo by mi dała. Ale to jest jak rozpędzony pociąg. Nakręciłam się na to dziecko, którego nie ma. Ciężko wyhamować, odpuścić, życie przecież jest takie krótkie. Szkoda mi tych dni, które upływają bezczynnie. Książkowy Stand by.  Wiem, że w innej sytuacji mogłabym właśnie czytać książeczkę zaspanemu maluchowi a nie siedzieć w dresie przy laptopie z miną zranionego pieska. A może nie mamy dzieci, bo bylibyśmy złymi rodzicami? może nie potrafilibyśmy dać dziecku tyle ciepła i cierpliwości ile tego wymaga. Może gdybym już doczekałabym się pociechy straciłabym cel w życiu? (myślę, że nie, ale pewna mogę być tylko tego, że kiedyś kopsnę w kalendarz).

Znowu sto pytań do.

I znowu zasnę ze słowem BEZPŁODNOŚĆ pod poduszką…

Bezpłodność okiem mężczyzny

Gdy byłem małym, ciekawym świata chłopcem podczas jakieś bliżej nieokreślonej rozmowy zadałem swojej Mamie pytanie, które prędzej czy później każde dziecko pewnie zadaje  – „Mamo, skąd się biorą dzieci?”. Miałem wtedy nie więcej niż 5 lat, mimo to, po dziś dzień pamiętam odpowiedź jakiej udzieliła mi moja rodzicielka, a brzmiała ona mniej więcej tak:

„Kochanie, żeby dwoje ludzi mogło mieć dzieci, muszą się dobrze znać i co najważniejsze bardzo mocno kochać”

Pamiętam, że taka odpowiedź w pełni mnie usatysfakcjonowała. Byłem na tyle mały, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż każdy mężczyzna posiada „siusiaka”, za pomocą którego może zrobić to i owo. Najbardziej zapadła mi w pamięci druga część tej matczynej odpowiedzi, która po dziś dzień siedzi mi w głowie – „muszą się bardzo mocno kochać”…

(więcej…)

Ból

Nigdy nie jest tak samo.

Zawsze jest tylko gorzej.

Na początku ból tylko kiełkował.  Ale to było dawno, ponad dwa lata temu…

Szybko spychałam go na bok. Zastępowałam myślami o kolejnym miesiącu.

Wtedy jeszcze z wiarą, nadzieją i miłością.

Potem miesiąc po miesiącu ból rozrastał się, dodatkowo zaatakował Męża.

Teraz w tym bólu, rozwiniętym, krzaczastym, który swoimi mackami sięga niemal do każdej dziedziny naszego życia, tkwimy oboje, kiwając się na boki jak dzieci z chorobą sierocą.

(więcej…)