Co pomogło nam zajść w upragnioną ciążę?
Lutowe „wyluzowanie” to połowa sukcesu. Moje zdanie podziela także Ślubny. Nigdy nie podejrzewaliśmy, że psychika może tak bardzo oddziaływać na nasze starania o dziecko, ale tak w istocie było. Byliśmy obydwoje zablokowani, pozamykani, spięci i nerwowi. Nie wiem jak udało się nam na ten jeden miesiąc odpocząć i troszkę otworzyć umysły, ale stało się co się stać miało (w końcu).
Drugą połowę naszego sukcesu przypisujemy preparatowi Proxeed Plus, o którym poinformowali nas instruktorzy naprotechnologii z Bielska-Białej. Będziemy im zawsze za to wdzięczni, bo gdyby nie oni to skąd u licha mieliśmy wiedzieć, że coś takiego istnieje? K. zażywał te witaminy wg zaleceń czyli dwa razy dziennie (zapach zestawu – o zgrozo!). Zaczął na początku grudnia. Na efekt trzeba było poczekać dwa miesiące. I powiem Wam, że WARTO było wydać 1000zł na „witaminki”. Nikt nie dał nam pewności, że one zadziałają. Ale uważam, że zanim zacznie się kombinować z in-vitro, a problem bezpłodności być może leży po stronie mężczyzny – dlaczego nie spróbować? K. nie miał przecież tragicznych wyników, ale do normalnych trochę mu brakowało. Flegamina i sok z ananasa zalecone przez lekarza z kliniki „Antrum” w Bytomiu niewiele dały. A kolejna wizyta w klinice to już sugerowanie inseminacji.
Udało się bez ingerencji w najintymniejszy akt między kobietą i mężczyzną.
Obiecaliśmy sobie, że jeśli uda nam się „zajść” nie wykorzystując wszystkich 6 opakowań witamin Proxeed Plus, to oddamy je tym, którym mogą się przydać. Zostało nam jedno opakowanie. Jeśli więc zagląda tu ktoś z nie do końca mieszczącymi się w normach wynikami nasienia – proszę śmiało pisać :)