Z kamerą wśród kobiet po 25tym roku życia…
5 Kobiet.
5 historii.
Moją znacie.
Do tego jedno PCA.
I jedno poronienie.
Moje koleżanki ze studiów.
W życiu nie powiedziałabym, że mają takie problemy. Myślałam, że w tym gronie jestem jedyna z „tymi” kłopotami. A tu się okazało, że życie jest okrutne nie tylko dla mnie…Żadne to oczywiście pocieszenie, ale w pewnym sensie rodzaj ulgi. Że nie jestem z choinki. Że jest dużo kobiet, nawet w tym najbliższym otoczeniu, które na co dzień są bohaterkami, bo skrywają swoje tragedie pod maską normalności. Żyją rytmem świata. Rytmem porodów koleżanek, sióstr, kuzynek. Czekają, liczą dni, odpowiadają na pytania ciekawskich.
Z drugiej strony nie chcę się za bardzo rozczulać nad swoją sytuacją. Mam tak wiele…Nie znam „prawdziwych” tragedii i Bogu za to dziękuję. Nie jestem głodna, mam przytulne (choć malutkie ;)) mieszkanko, mam wspaniałą, zdrową rodzinę, kochanego męża. Nie sposób ciągle narzekać, że jest źle, bo gdyby nie jeden mały szczegół, jest przecież wspaniale.
Będzie dobrze. Jestem pod dobrymi skrzydłami (niczym w reklamie LOT’u :))