Bezpłodność okiem mężczyzny

Gdy byłem małym, ciekawym świata chłopcem podczas jakieś bliżej nieokreślonej rozmowy zadałem swojej Mamie pytanie, które prędzej czy później każde dziecko pewnie zadaje  – „Mamo, skąd się biorą dzieci?”. Miałem wtedy nie więcej niż 5 lat, mimo to, po dziś dzień pamiętam odpowiedź jakiej udzieliła mi moja rodzicielka, a brzmiała ona mniej więcej tak:

„Kochanie, żeby dwoje ludzi mogło mieć dzieci, muszą się dobrze znać i co najważniejsze bardzo mocno kochać”

Pamiętam, że taka odpowiedź w pełni mnie usatysfakcjonowała. Byłem na tyle mały, że nie zdawałem sobie sprawy z tego, iż każdy mężczyzna posiada „siusiaka”, za pomocą którego może zrobić to i owo. Najbardziej zapadła mi w pamięci druga część tej matczynej odpowiedzi, która po dziś dzień siedzi mi w głowie – „muszą się bardzo mocno kochać”…

(więcej…)

Badanie HSG (histerosalpingografia)

Po mniej więcej roku od rozpoczęcia naszych starań,  prowadząca mnie pani doktor zasugerowała przeprowadzenie badania HSG (badanie drożności jajowodów). Wspomniała przy tym, że badanie to nie należny do najprzyjemniejszych i za tą opinię jestem Jej wdzięczna. Dzięki temu mogłam się przygotować psychicznie do czekających mnie „wrażeń”. Badanie HSG wykonywane jest zazwyczaj w przyszpitalnej pracowni rentgenowskiej (należy się zatem przygotować na to, że oprócz lekarza, który będzie przeprowadzał badanie – oraz pielęgniarki asystującej lekarzowi – w pracowni będzie także technik, który wykona ekspozycję).  Badanie najogólniej rzecz ujmując polega na wykonaniu zdjęcia rentgenowskiego macicy oraz jajowodów po wcześniejszym podaniu do dróg rodnych kontrastu, który silnie pochłania promieniowanie – dzięki czemu obraz narządów rodnych jest wyraźny. Wynik badania jest ważny. Może wykluczyć niektóre schorzenia, a czasami pozrastane jajowody pod wpływem przepływającego kontrastu stają się drożne. Pozytywny wynik badania to informacja dla lekarza, że nic „nie stoi na przeszkodzie” plemnikom próbującym bezskutecznie dostać się do jajeczka :).

(więcej…)

Ból

Nigdy nie jest tak samo.

Zawsze jest tylko gorzej.

Na początku ból tylko kiełkował.  Ale to było dawno, ponad dwa lata temu…

Szybko spychałam go na bok. Zastępowałam myślami o kolejnym miesiącu.

Wtedy jeszcze z wiarą, nadzieją i miłością.

Potem miesiąc po miesiącu ból rozrastał się, dodatkowo zaatakował Męża.

Teraz w tym bólu, rozwiniętym, krzaczastym, który swoimi mackami sięga niemal do każdej dziedziny naszego życia, tkwimy oboje, kiwając się na boki jak dzieci z chorobą sierocą.

(więcej…)

„Przestańcie się starać – wtedy się uda…”

„Wyjedźcie na urlop”

„Przestań o tym myśleć”

„Musicie wyluzować”

Podaję tylko kilka przykładów, z życia wziętych oczywiście.

Te wspaniałomyślne porady denerwują mnie jeszcze bardziej, niż faktyczny stan rzeczy, niż dwa lata bezowocnych starań. Jestem „grzeczną dziewczynką”. Nie przechodzą mi przez gardło bluzgi w kierunku osób starszych/z rodziny/znajomych, nie chcę nikogo urazić, nie chcę wybuchać, choć tak bardzo czasem mam ochotę to zrobić.

(więcej…)

Problem, który nie istnieje

Mając wreszcie kąt na „bezowocne” sprawy, zastanawiam się, który temat należałoby poruszyć w pierwszej kolejności. A po chwili namysłu nie mam już żadnych wątpliwości…

Dla mnie najważniejszą sprawą jest to, że dla ludzi z zewnątrz (czytaj: ludzi, których temat bezpłodności nie dotyczy) nasz problem NIE ISTNIEJE.

Czy spotkaliście się kiedyś z poważnym artykułem w prasie, czy programem telewizyjnym, który zechciałby zagłębić się w problem braku potomstwa? Bo ja nie. Oczywiście chodliwe są tematy pośrednio nawiązujące – in-vitro, surogatki, adopcja…ale to wszystko dotyczy SKUTKÓW, a nie przyczyny. Nikt nie zastanawia się, co czuje kobieta, która miesiąc w miesiąc wyczekuje upragnionego dziecka, co czuje mężczyzna, który psychicznie dojrzał do ojcostwa, ale jedyne na co może sobie pozwolić to ukradkowe spojrzenia przesyłane facetom spacerującym ze swoimi pociechami.

(więcej…)

Bezowocni…ale nie beznadziejni!

Droga do dwóch wymarzonych kresek na teście ciążowym nie zawsze jest prosta. Czasami wije się jak wąż, czasami wiedzie w górę, innym razem w dół…
Nie dla każdej pary oczekiwanie na dziecko pozbawione jest łez, złości, załamania.
Kluczową sprawą jest zaufanie obojga partnerów a także wspieranie się na każdym kroku – bo niestety długotrwałe, bezowocne starania o dziecko przekładają się nie tylko na relacje rodzinne, często problem przesiąka głębiej…do naszej pracy, zajęć po godzinach itp. Coraz częściej łapiemy się na tym, że spotkania z „dzieciatymi” stają się dla nas tak bolesne i przykre, że zaczynamy ich unikać. Przyjaciele są zdziwieni naszym stopniowym wycofywaniem się ze znajomości, a my sami mamy wyrzuty sumienia, że potrafimy ZAZDROŚCIĆ dziecka. W ten brzydki sposób – „dlaczego oni mają, a ja nie”, „w czym jesteśmy gorsi?”,”co zrobiliśmy złego, że spotykają nas ciągłe porażki”.

To tylko krótkie preludium naszych codziennych zmagań. Pisząc „naszych”, mam na myśli wszystkich nas, Rodziców czekających na ukochane dziecko.

Blog ten powstał dla nas.
I będzie o nas drodzy „Staracze”.
W każdym momencie możecie dołączyć do redagowania tego bloga, dodawać swoje historie,  przeżycia, emocje…